Historia prawdziwa -„Moja droga” /Odc. 7

Serwus robaczki !
„Moja droga” – moja druga walka z chorobą, jednak na tyle na ile było to możliwe na moich warunkach, ale czy z perspektywy czasu do końca dobrych ? Na to pytanie jak i wiele innych znajdziecie odpowiedź w poniższym materiale.
U mnie można powiedzieć, że zaczęło się już klasycznie, od odrzucenia myśli o chorobie i chęci ucieczki od tego wszystkiego, choćby na koniec świata. Następnie rozmowy z lekarzami o tym jak ma to wyglądać przynajmniej w teorii. Najbliższa przyszłość, ponieważ w każdej chwili wszystko może się zmienić. Ja tym razem byłem już inny, bardziej świadomy, wiedziałem co mnie czeka i mimo cholernej złości po raz drugi musiałem poczuć smak straty, praktycznie wszystkiego co dopiero co udało mi się ułożyć na nowo…
Przez te dwa lata nauczyłem się jeszcze więcej a na pewno o sobie, była to niekończąca się karuzela uczuć, która co rusz fundowała mi często dość skrajne emocje, wspomnienia. Czemu odciąłem się znów od większości bliskich mi osób ? Czy się wstydziłem a może bałem odrzucenia ? Na te pytania chyba nie znam jasnej i prostej odpowiedzi, ale wydaje mi się, że najbardziej nie chciałem odczuwać od innych politowania, smutku i żalu…. Dopiero później w kolejce niechcianych reakcji na moją chorobę było odrzucenie. Nie mniej jednak z tego co wiem po rozmowach z innymi pacjentami to właśnie tych uczuć jest zawsze najwięcej i to one są zawsze najbardziej wyczuwalne… traktowanie Nas, pacjentów, osób chorych jako tych „innych”. Oczywiście zgadzam się z tym, że jeśli komuś coś dolega to jest nam tej osoby żal lecz osoba, która się leczy jest tego świadoma i mega wyczulona na takie podejście i przez to flustruje się i ma zwyczajnie tego dosyć- jak ja. Dlatego ważne jest aby zachowywać się „normalnie”, pośmiać, pożartować i porozmawiać jak zawsze, jak to miało miejsce przed chorobą, żeby ta „głowa” choć na chwile odpoczęła od rzeczywistości. Podczas leczenia najbardziej „nam ludziom chorym” brakuje kumpla, który przyjdzie, szturchnie, nie będzie wstydził się, zażartuje, pośmieje się chociażby z tego jak w obecnej sytuacji wyglądamy…. Bez włosów, brwi, rzęs…. Który bez poczucia wstydu opowie kilka suchych żartów o raku…. Który pozwoli poczuć się znów „normalnie” po prostu,jakby nic specjalnego się nie wydarzyło. Ja na szczęście miałem i przyjaciółkę i przyjaciela, którzy potrafili to zrozumieć i w ciężkich dla mnie chwilach naprawdę mnie wesprzeć, za co im mega dziękuje. Oczywiście była przy mnie też rodzina i dawała potrzebne wsparcie, ale sami dobrze wiecie, że rodzina, choćby nie wiem jak wspaniała była nie wystarczy i brakuje kogoś z „zewnątrz”…

P.S
Dla jasności krótkie info o chemii. Najmocniejszą chemią dla organizmu jest chemia czerwona, nazywa się ją tak, gdyż po prostu jej barwa jest czerwona, analogicznie kolejną chemią jest chemia żółta oraz ta „najsłabsza” chemia biała.
Oraz
Vascuport co to takiego i do czego służy ?
Jest to Port naczyniowy (potocznie: port) – podskórny, trwały dostęp do żylnych naczyń krwionośnych.
Składa się z komory z silikonową membraną, oraz dołączonego cewnika kończącego się w żyle głównej górnej w pobliżu jej ujścia do prawego przedsionka. Komora portu umieszczana jest najczęściej w okolicy podobojczykowej. Poprzez wkłucie do komory portu za pomocą specjalnej igły, uzyskuje się dostęp do centralnych naczyń żylnych (główna żyła), poprzez który możliwe są zarówno infuzje, jak i pobieranie krwi. Silikonowa membrana może być nakłuwana wiele razy. Prawidłowo założony i obsługiwany port
można wykorzystywać przez kilka lat, dzięki czemu inne żyły nie są narażone na nakłuwanie i pozostają wciąż w dobrym stanie. To by było na tyle, jeśli chodzi o merytoryczną część artykułu.

Zapraszam Was raz jeszcze do lajkowania, komentowania i udostępniania strony, fanpage’a. Daje to dużą siłę i motywacje do działania a także pomaga innym dotrzeć do bloga. Pozdro i miłego oglądania!

#maciasblog #WiaraGwarancjąSukcesu #Historiaprawdziwa

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.